Czy jedziesz pociagiem gdzies, czy samochodem Albo gdzies hulasz na dobry lyk, Przy samochodow nadmiarze nie w zgode Z zyciem nietrudno ze swiatu zejsc w mig. Chocby wypadek: w Zamoskworzeczem Trzech wiezli grzebac jesdnego I “fryc”. Wszyscy dostali I “fryc” okaleczen, Tylko ten w trumnie na podziw ich - nic. Placzki szlochaly przez zeby co sily. Diakon i ten nie bral juz gornych nut. Traby falszywo wciaz wrecz “cyganily”, Tylko ten w trumnie nie sklamal na cud. Byly naczelnik i tajny rozbojnik W czolo calowal i ze wstretem plul. Wszyscy to samo... i tylko ten w trumnie Oczy paskudnie i brzydko im klul. Lecz huknal grzmot, coz, na to nie ma rady, Wszystko ma w nosie przyroda bez swiec. W mig tlum sie rozbiegl pod dachy i chaty, Tylko ten w trumnie nie zechcial tam biec. On gwizdze na deszcz i wlos mu nie spadnie. Gorzej zyjacym miec ze szmat swoj kram. Lecz nie potrzebni sa zmarlym juz szatnie, Swoj maja dach i nie sa rowni nam. Jakbys nie pedzil, wciaz ktos cie wypedza, Mocna nalepka jak we lbie zly znak. Ach, chyba nic nie zagrarza ci w nedze, Gdys tylko sam sie zamienil we wrak. Mozna w zbiorowych, a mozna w oddzielnych, Martwym nie trzeba dbac stale o kat. Alez, zuch z niego, klopotow piekelnych Nam nie zadaje na Boski nasz sad. W tym spoleczenstwie, w cesarstwie tym cieniu, Nie ma wypadkow, zagrozen i trosk. Wszyscy chodzimy pod Bogiem w cierpieniu. Tylko ten w trumnie jest trwaly jak wosk.
       
“To nieboszczykow apateoza!” - Slychac wyrzuty, a ja swoje wiem - W koncu przejedzie nas ktos, lecz ktos spoza Tylko tych w trumnie, co spia wiecznym snem.
© Walentyn Walewski. T³umaczenie, 2010