W obiecywany nie wierzyłem raj, W świetlaną przyszłość, w zbawczą moc imperium... Autorytety szybko pożarł kraj, Żeby je później wypluć na Syberii. Choć o filistrach zdanie miałem złe, W istocie od nich mnie różniło mało, Ani Budapeszt nie załamał mnie, Ani mi Praga serca nie złamała. Byłem odważny w życiu i na scenie. Mijał burzliwie nasz chłopięcy wiek: Jeszcze nas dojrzą, jeszcze nas docenią! Jeszcze niejeden osiągniemy brzeg. Rzeczywistości strasznej, oszalałej Dziwna nieśmiałość zadawała kłam, Jak dziwka nas bezwstydnie zdobywała, Na kłódkę zamykając usta nam. Bez przerwy trwoga w sercach naszych rosła, Choć egzekucji nam poskąpił czas. Nas też zrodziły straszne lata Rosji. I otchłań czasu wódkę lała w nas.
© Marlena Zimna. Tłumaczenie, 1994