Ustało drżenie rąk, to znak - Na szczyt już czas! I stary w przepaść runął strach na milion lat. Nie powstrzymuje mnie już nic, wciąż pnę się wzwyż... I wiem - potrafię zdobyć dziś najwyższy szczyt! Wśród szlaków nieprzetartych dziś wybieram swój, wśród szczytów niezdobytych dziś ten będzie mój! Imiona tych, co legli tu, zna tylko śnieg... Spośród dziewiczych wielu dróg ta moją jest! Tutaj błękitnych lodów blask na stoku gra, tajemny butów stary ślad w kamieniu trwa... Nad tłumem śmiałków widzę szczyt - wyśnioną biel i wierzę - słowa mogą być jak czysty śnieg! Nawet gdy minie wiele lat pamiętać chcę, jak pokonałem tutaj strach zdusiłem lęk. Strumyk mi szeptał: „Nie bądź leń i w szczęście wierz!” A dzień... Jaki był wtedy dzień? Nie środa, nie?
© Mariusz Synak. Tłumaczenie, 2021