Bywamy smutni lub weseli, jak który Lecz kiedy przyjdzie nam wybierać bez ogródek To wybieramy drewniane garnitury Ludzie, ludzie... Wtedy pouczać zaczną nas, że nie ten czas Ach - westchną - przecież masz zerowe saldo Toż nie pożyłeś jeszcze, a przed tobą świat A potem krótka propozycja: albo-albo Albo plaże, wernisaże albo w darze Samochody, złota całe góry Ekwipaże, bale, rauty i wojaże Lub po prostu: dewniane garnitury I będą smutni lub weseli, jak który Raz błazen szydzi, raz dobry wujek łudzi Lecz dla nas mają drewniane garnitury Ludzie, ludzie... A później może by i tak, że czegoś brak: Ach - westchną - przecież dawno nie paliłeś I nawet nie wiesz, jaki życie miewa smak I znów na „albo-albo" trzeba znaleźć siłę Dym przypomina coś dawnego, spokój niesie Papieros może rozwiać czarnych myśli chmury A palić chce się, och jak bardzo palić chce się.. Lecz trzeba wybrać drewniane garnitury Szczęśliwe życie nam zapewnią w każdej chwili Będą życzliwi, dobrotliwi i „na luzie" Lecz nie przyjmiemy - i strasznie będą bili Ludzie, ludzie, ludzie...
© Ewa Sutkowska-Biertzin. Tłumaczenie, 2009