Wszystko niby jak dawniej, lecz jakby nie tak: niby takie jak dawniej błękity, i powietrze i woda i taki sam las, ale on nie powrócił z tej bitwy. Dziś trudno zrozumieć, kto był lepszy, kto nie w nocnych szrankach myślowej gonitwy, że go nie ma pojąłem natychmiast i wiem, gdy on właśnie nie wrócił z tej bitwy. On milkł zawsze nie w porę, podśpiewywał nie w takt i powiadać był zwykł o czymś innym; nie pozwalał mi spać, wstawał wcześniej niż brzask, i patrz, wczoraj nie wrócił z tej bitwy. To ze pusto nie straszne tak strasznie jak fakt, że do dziś wciąż we dwójkę byliśmy. I jakby ognisko rozwiał mi do cna wiatr, gdy on jeden nie wrócił z tej bitwy. Jak z niewoli powoli rozwiośniał się maj, i krzyknąłem, bo przecież przywykłem: druhu, stój, zapalimy, a cisza jak mak, gdyż on wczoraj nie wrócił z tej bitwy. Martwi z nami zostaną, gdy będzie nam źle i powiodą śmierć oddać za życie. Niebo topi się w lesie i gdzieś tam na dnie stoją drzewa błękitne w błękicie.        
© Jan Czopik-Leżachowski. Tłumaczenie, 1977