Napal w bani „na biało”, niech żar się tli,
Minął odwyk od świata i śnię,
Żem zaczadził się parą i język mi
W cieple pary rozwiązał się.
Napal w bani, dziewuszko, wiem, że wnet
Rozgorzeje mi głowa, lecz
Wychłostawszy brzozową rózgą grzbiet
Swe rozterki przepędzę precz.
Gdybym się w tej błogości rozpłynąć miał,
Zimnej wody dzban zmoczy mi sierść,
Dziara z czasów, gdy kult jednostki trwał
Rzuci cień siny na lewą pierś.
Napal w bani „na biało”, niech żar się tli,
Minął odwyk od świata i śnię,
Żem zaczadził się parą i język mi
W cieple pary rozwiązał się.
Ileż wiary, nadziei, przepadło tam,
Wśród przebytych w konwojach tras,
Na piersi lewej Stalina profil mam,
A na prawej - Marinkę en face.
Za mą wiarę w ich cielca, wiarę złą,
Tyle lat „zwiedzałem” ich raj,
Zamieniłem naiwną głupotę swą
Na to życie, na cały ten szajs.
Napal w bani „na biało”, niech żar się tli,
Minął odwyk od świata i śnię,
Żem zaczadził się parą i język mi
W cieple pary rozwiązał się.
Wciąż pamiętam: łomot w drzwi, tłum agentów,
Nim zdążyłem się pomodlić o cud,
Już w eskorcie dwóch konwojentów
Los z Syberii na Sybir mnie wiódł.
Później zaś, na odkrywce, pod zacier,
Rozwodniony rozpaczy łzą,
Jego profil się dziergało na klacie,
Żeby słyszał, jak serca się rwą.
Nie pal w bani „na biało”, choć żar jeszcze się tli,
Minął odwyk od świata i śnię,
Że zaczadzę się parą i język mi
Nie daj, Boże, rozwiąże się.
Dreszcz mnie chłodem przenika do kości,
Gdy wspominam ten koszmar, wciąż drżę,
Po zimnej mgle lodowatej przeszłości
W ciepłej pary pogrążam się mgłę.
Chaos myśli owładnął mą głową:
Naznaczony piętnem tych dni,
Lewą pierś chłoszczę rózgą brzozową,
Siny profil smagam do krwi.
Napal w bani „na biało”, niech żar się tli,
Niech mi świat znów smakuje, jak chleb,
Gdy zaczadzę się parą, niech język mi
Rozwiąże dzban zimnej wody na łeb.
|